Biuro Parafialne

Czynne w godzinach:

 

Wtorki 11.00-12.30
Czwartki 17.30-18.30
Soboty 16.00-17.30

 

tel. 024 7622 2455

Aktualnie gościmy

Naszą witrynę przegląda teraz 22 gości 
Patron kościoła w Coventry

Św. Stanisław Kostka urodził się we wsi Rostków, położonej kilka kilometrów od Przasnysza, na Mazowszu, według różnych ustaleń, w październiku lub w końcu grudnia, 1550 roku.
Jego ojcem był Jan Kostka, od 1564 r. kasztelan zakroczymski, a matką Małgorzata, z rodu Kryskich, z Drobnina. Obydwie rodziny były znane i znaczne, nie tylko na Mazowszu. Wuj Stanisława Kostki, Albert Kryski, posłował z ramienia króla Zygmunta Augusta do Rzymu, do cesarza Ferdynanda i króla Hiszpanii Filipa II. Inny brat matki był wojewodą mazowieckim. Z kolei, w rodzinie ojca znajdujemy Jana Kostke, kasztelana gdanskiego i Piotra Kostke, biskupa chełmińskiego.

Małżenstwo Jana i Małgorzaty doczekało się sześciorga dzieci, czterech synów: Pawła, Wojciecha, Mikołaja i Stanisława oraz dwóch córek: Anny i jej nie znanej z imienia siostry. Rodzice i bracia św. Stanisława spoczywają dzisiaj w kaplicy Kostków, w kościele parafialnym w Przasnyszu. Brat Stanisława, Paweł, najstarszy z rodzenstwa, tak wspominał lata dziecinstwa, spedzonego z rodzicami: "Rodzice chcieli, byśmy byli wychowani w wierze katolickiej, zaznajomieni z katolickimi dogmatami, a nie oddawali sie rozkoszom. Co wiecej, postepowali z nami ostro i twardo, napedzali nas zawsze - sami, jak i przez domowników - do wszelkiej pobożności, skromności i uczciwości, tak żeby nikt z otoczenia, z licznej również służby, nie mógł sie na nas skarżyć o rzecz najmniejszą. Wszystkim tak jak rodzicom wolno było nas napominać, wszystkich panów czciliśmy".

Stanisław Kostka dorastając pozostawał w domu rodzicielskim do czternastego roku życia i w domu też rodzinnym pobierał pierwsze nauki. Historia zachowała dla nas wiedze tylko o jego jednym nauczycielu - Janie Bilinskim. Gdy Stanisław ukonczył lat czternaście został, wraz ze starszym bratem Pawłem i wspomnianym pedagogiem Bilinskim, wysłany, dla dalszego kształcenia, do Wiednia. W Wiedniu działało, otoczone już pewną sławą, która siegneła - jak sie okazało - nawet Mazowsza, kolegium, założone niewiele lat wcześniej przez o.o. jezuitów. "Naonczas, gdy luterskie heretyctwo i tu w Polszcze sie zajmowało, cesarz Ferdinandus Collegium Societatis Iesu w Wiedniu fundowawszy i dom też na szlacheckie dzieci, aby od złego wychowania i heretyckiej nauki obrone miały, zbudować, w którym by spólnie żyjąc pod uczonymi i pobożnymi nauczycielami, w rozum dobry i nauki, i w nabożenstwo katolickie zaprawowane były" (ks. Piotr Skarga, Żywot Błogosławionego Stanisława Kostki Societatis Iesu ...).

Przy kolegium funkcjonował również prowadzony przez ojców internat, zwany podówczas konwiktem. Stanisław wraz z bratem i opiekunem przybył do Wiednia 26 lipca 1564 roku, zamieszkał, wraz z niemałą grupa młodych rodaków, w konwikcie i rozpoczął nauke. Już w roku nastepnym cesarz Maksymilian, niechetny jezuitom, odebrał im konwikt, pozostawiając jedynie kolegium, co zmusiło młodych Kostków wraz z opiekunem, do szukania nowego lokum. Nową stancje znaleźli szybko, u mieszczanina Kimberkera, zaciekłego luteranina. Wraz z braćmi w tej samej stancji zamieszkał, miedzy innymi, jeszcze ich krewny z Prus, również Stanisław Kostka oraz Bernard Maciejowski, przyszły kardynał i prymas Polski.
Do wiedeńskiego kolegium jezuitów uczęszczało wówczas około 400 uczniów. Dewizą i zarazem fundamentem ideowym szkoły było nastepujące zdanie: "Taką pobożnością, taką skromnością i takim poznaniem przedmiotów niech sie uczniowie starają ozdobią swój umysł, aby sie mogli podobać Bogu i ludziom pobożnym, a w przyszłości ojczyźnie i sobie samym przynieść także korzyść". Nauke codziennie rozpoczynała i konczyła modlitwa. Codzienne uczestnictwo w Mszy świetej, comiesieczna spowiedź i Komunia świeta zaprawiały wychowanków do systematycznej pobożności.

Początkowo Stanisław miał z nauką pewne trudności. Wiedza przywieziona z rodzinnego domu i wszczepiana przez przygodnych nauczycieli okazała sie niewystarczająca. Jednak systematyczna i wytężona praca szybko przyniosła wyniki i pod koniec trzeciego roku nauki należał do najlepszych uczniów kolegium. Do dnia dzisiejszego zachowały sie szkolne zeszyty świetego oraz notatki do dyskusji na tematy religijne, które miały przygotować wychowanków do obrony zasad wiary katolickiej w sporach z protestantami.

Trzyletni pobyt w Wiedniu to w życiu Stanisława nie tylko okres zdobywania i systematyzowania wiedzy. W tym czasie przeżywał również intensywne przebudzenie życia wewnetrznego, duchowego. Wiele czasu, tak w dzien, jak i w nocy poświęcał modlitwie, kontemplacji i pokucie, czesto surowej, połączonej z biczowaniem. Takie postepowanie, odbiegające od zachowania rówieśników budziło opór brata i szkolnych towarzyszy, przeradzając sie zresztą, stopniowo, z perswazji w groźby i w końcu nawet bicie. Ten wyczerpujący tryb życia na tyle osłabił młody organizm, że Stanisław zapadł na groźną, niosącą śmierć chorobę. Gdy młodzieniec przygotowywał sie już do ostatniej drogi, oczekując na wiatyk, okazało sie, że gospodarz protestant nie dopuszcza do łoża konającego katolickiego kapłana. O wydarzeniach tych opowiadał, najbliższy czasom świetego hagiograf, ks. Piotr Skarga.

Według zachowanych świadectw Stanisław wkrótce po przybyciu do Wiednia podjął postanowienie o wstąpieniu w przyszłości do Towarzystwa Jezusowego. Przeżyte doświadczenie mistyczne, tak plastycznie przez ks. Skarge opisane, tylko to postanowienie umocniło, nadając mu sankcje Boskiej zachety. Jednak mimo ponawianych próśb przełożony wiedenskich jezuitów, kierując sie zasadą, że kandydat musi uzyskaą zgodę rodziców, nie wyrażał zgody na przyjecie Stanisława, mimo najlepszej o jego duchowych zaletach opinii. Rodzice nie wyrażali zgody, zdesperowany kandydat postanowił wiec uciec z Wiednia i udać sie do prowincjała niemieckich jezuitów św. Piotra Kanizego, rezydującego wówczas w Augsburgu. W jednym z zachowanych listów św. Stanisław tak opisał swoją ucieczke z kolegium:
"Przebyłem w zdrowiu już połowe drogi. (...) Niedaleko od Wiednia dogonili mnie dwaj moi słudzy, których rozeznałem, i przed którymi schowałem sie do pobliskiego lasu. W ten sposób uszedłem z ich rąk. Przebyłem już wiele wzgórz oraz lasów. Kiedy koło południa pokrzepiłem znużone ciało u przezroczystego źródła, usłyszałem naraz głos kopyt końskich. Podnosze się i przyglądam jeźdźcowi. Był to mój brat, Paweł. Popuściwszy cugle podąża ku mnie. Koń w pianie, twarz brata rozpalona bardziej niż słonce. Możesz sobie wyobrazić, mój Erneście, w jakim musiałem być wtedy strachu, nie mając możności ucieczki. Stanąłem dla nabrania sił i pierwszy, zbliżając sie do jeźdźca, prosze jako pielgrzym o jałmużne. Zaczął dopytywać sie o swojego brata. Opisał jego ubranie, wzrost i wygląd. Zwrócił uwage, że był podobny do mnie. Odpowiedziałem, że nad ranem tędy przechodził. Na to on, nie tracąc chwili, spiął ostrogami konia i rzuciwszy mi pieniądz popedził w dalszą drogę. Podziekowałem Najświetszej Pannie, Matce mej, i by uniknąć następnej pogoni skryłem się do pobliskiej groty, gdzie przeczekawszy troche, puściłem się w dalszą drogę".

Stanisław Kostka przybył w końcu do Augsburga, gdzie jednak nie zastał prowincjała, który w miedzyczasie udał sie do Dylingi oddalonej o ponad 600 kilometrów od Wiednia. Po przyjeździe do Dylingi i dotarciu do św. Piotra Kanizego przedłożył mu swą prośbe o przyjęcie do Towarzystwa Jezusowego. Jednak w tym momencie, w miejscowym klasztorze panowała niezbyt przychylna Polakom atmosfera, jako że jednym z przywódców grupy zakonników, którzy w dramatycznych okolicznościach złamali śluby posłuszeństwa, był Polak, o. Mateusz Michon. Jednak po usilnych prośbach prowincjał przyjął Stanisława na próbe do klasztoru, gdzie przez kilka miesięcy musiał pełnić służbę w miejscowym konwikcie, sprzątając pokoje uczniów. Po tej próbie, mając jednocześnie na uwadze ciągle aktualny brak zgody rodziców na wstąpienie syna do zakonu, wysłał św. Franciszek Kanizy Stanisława do Rzymu, do generała jezuitów św. Franciszka Borgiasza. W Rzymie Stanisław Kostka został przyjęty do nowicjatu jezuitów przy kościele św. Andrzeja. Wraz z nim nowicjat odbywało około 40 młodzienców, wśród nich 4 Polaków. Ojciec Stanisława nie mógł sie pogodzić z decyzją syna i słał do Rzymu listy z wezwaniami do powrotu do domu. Jednak młody nowicjusz, pozostając na progu spełnienia swych najgłebszych marzeń pozostał na te prośby głuchy.

Wreszcie, w początku 1568 r. Stanisław złożył śluby zakonne. 1 sierpnia przybył do Rzymu św. Piotr Kanizy i zatrzymał się w domu nowicjatu gdzie głosił nauki dla adeptów. Po Spotkaniu z nauczycielem miał św. Stanisław zapowiedzieć towarzyszom swoją rychłą śmierć.

"W dzien przed śmiercią, gdy Stanisław miły powiedział, iż przyszłej nocy dokonaa świata tego miał, bracia to za śmiech przyjeli, mówiąc iż: "to doprawdy nie ma podobieństwa, chyba by go Królowa niebieska, której Wniebowzięcia dzien przypadał, z sobą wziąa chciała". Po półdniu przyszła nan mdłość i zimny pot i gdy Facius rector mówił: "Nic to, tak to bywa" - on odpowiedział, iż: "tą niemocą umre". I wnet sie słowo jego stateczne iściło; poczeły w nim siły upadać i pilnie prosił aby mu na ziemi umrzeć dopuścili. Czego mu rector nie pozwalał, ale gdy nalegał prosząc, użaliwszy sie go, na ziemie go z wezgłówkiem położyć dopuścił; i tak na ziemi Przenaświętsze Sakramenty z wielką swoją i drugich pociechą przyjmował. Sam na modlitwy czujnie odpowiadał. Baczyli to wszyscy przytomni, skoro się do komory Ciało Pańskie ukazało, jakoby do swego Zamiłowanego wyskoczyć chciał, na twarz sie jego nad zwyczaj piekniejszą wesoły kwiat dziewictwa puścił. W tym do ksiedza rektora obróciwszy sie, rzekł: "Krótki czas", a on dokładał słów apostolskich: reliquum etc. Lecz Stanisław na swoją potrzebe dołożył: "Gotujmy się" - i jakoby dopiero znowu na one godzine wieczności gotować sie począł. Dwakroć sie spowiadał, jakby tego potrzebował, i braci przepraszał, iż im niedobre przykłady z siebie dawał, tak z sercem mówiąc, jakby złe, a nie przewyborne dawał. Potym inne modlitwy skończywszy, z wesołą zawżdy twarzą prosił o krucyfiks, który w reku trzymając, rozmowę nabożeństwa pełną, jako mu do serca przychodziła, z Panem Jezusem uczynił. Dziekował za dane dobrodziejstwa, prosił o grzechów odpuszczenie i w ręce jego ducha swego oddawał; i począwszy od nóg, wszystkie członki krucyfiksa z wielką słodkościa całował. Także obraz Przeczystej Matki, którego używał, wziąwszy obejmował i całował. A iż na on ostatni raz wielkiej pomocy i wiele patronów szukać potrzeba, prosił aby mu czytano i przypominano święte, które był sobie na karcie spisał, którzy mu sie na miesiąc, jako do zakonu wstąpił, dostawali.
Na koniec, gdy go pytano, co by go bolało, powiedział: "Nic mie nie boli". I drugi raz spytano, jeśli by gotów był na głos Boży z ciała wychodzić, rzekł: "Gotowe serce moje, Boże, gotowe serce moje". I w jednej ręce trzymając paciorki z ziarnkami odpustów, a w drugiej rece świece poświeconą, mówiąc czesto i powtarzając "Jezus i Maryja", z ciała wyszedł i żyć Panu Bogu począł. Tak snadnie i mile ona dusza szcześliwa z ciała, które zawżdy mu jako wierny towarzysz usługowało, wychodziła, iż żywa barwa na twarzy i w oczach jasność zostawała, iż drudzy mniemali, aby jeszcze żywym był; i trwała na twarzy ona krasność miluchna, jakby sie pomału i wdziecznie uśmiechał.
Jest pewne świadectwo, iż mu sie ukazała Przeczysta Matka Boża z wielą około siebie panienek dziewic. A wiele ich upatrowało, iż troche przed skonaniem oczy jakoby zawarte mając a jakoby zasypiając, wargami ruszał i jakoby sie uśmiechał, czegoś barzo słodkiego na on straszliwy czas kosztując. Trzeciej po północy godzinie dokonał, o której drudzy mniemają, iż Naświetsza Panna do nieba wzieta jest; i ten taki czas, i niemoc długa ani cieżka i wedle zdania lekarzów nieszkodliwa, i tak łacne skonanie, i młodzienca onego dobrze spojonego takie siły pokazują to, iż ona śmierć nie tak była z przyrodzenia, jako nad zwyczaj i bieg pospolity z rozkazania. Taka podobno, jaka była Mojżeszowa, któremu Pan Bóg wniśa na góre Nebo i tam umrzeć rozkazał".

Wieść o pięknej śmierci nowicjusza rozeszła sie błyskawicznie po Rzymie. Na polecenie generała zakonu św. Franciszka Borgiasza, mistrz nowicjatu o. Juliusz Fazzio napisał pierwszy żywot św. Stanisława Kostki, rozpowszechniony we wszystkich domach zakonnych jezuitów. W trakcie przygotowań do pogrzebu przybył do Rzymu brat świetego, Paweł, z ojcowskim poleceniem sprowadzenia nieposłusznego syna do domu.

W 1605 r. papież Paweł V zezwolił jezuitom na zawieszenie w kościele św. Andrzeja obrazu przedstawiającego św. Stanisława i na zawieszanie przy nim wotów. W 1670 r. Klemens X dopuścił odprawianie Mszy świetej ku czci świetego. W cztery lata później papież ogłosił Stanisława Kostke patronem Korony Polskiej i Wielkiego Ksiestwa Litwy. Stolica Apostolska uznała te fakty za równoznaczne z beatyfikacją. W 1714 r. Klemens XI wydał dekret kanonizacyjny, zaś w 1726 r. Benedykt XIII dokonał aktu kanonizacji św. Stanisława Kostki.

Ciało świetego spoczywa w rzymskim kościele św. Andrzeja, zaś relikwia jego głowy przechowywana jest w nowicjacie jezuickim, w Gorheim koło Sigmaringen. W Wiedniu, w dawnym pokoju, na stancji u Kimberkera, w której św. Stanisław spedził lata swojej nauki, znajduje sie teraz kaplica, a w niej piekna rzeźba Pierre Le Grosa, przedstawiająca świetego na łożu śmierci. Rzeźba ta stała sie inspiracją dla Cypriana Kamila Norwida, który swe wrażenia z kaplicy zamknął ująć w poetyckiej formie:

"W komnacie, gdzie Stanisław świety zasnął w Bogu,
na miejscu łoża jego stoi grób z marmuru
taki, że widz, niechcący wstrzymuje sie u progu
myśląc, że świety we śnie zwrócił twarz od muru
i rannych dzwonów echa w powietrzu dochodzi.

Nad łożem tym i grobem świeci wizerunek
Królowej nieba, która z świetych chórem schodzi
i tron opuszcza, nedzy spiesząc na ratunek.
Palm, kwiatów wiele aniołowie niosą,
skrzydłami z ram lub nogą wystepują bosą.

Gdzie zaś od dołu obraz konczy sie ku stronie,
w którą Stanisław Kostka blade zwracał skronie,
jeszcze na ram złoceniu róża jedna świeci:
niby, ?e po obrazu stoczywszy sie p3ótnie,
upaść ma jak ostatni dźwiek, gdy składasz lutnie.
I nie zleciała dotąd na ziemie - i leci".

Św. Stanisławowi przypisywali niegdyś Polacy zwyciestwo odniesione nad Turkami pod Chocimiem w 1621 roku. 10 października tegoż roku jezuita, o. Oborski, widział św. Stanisława Kostke w obłokach, błagającego Matke Boską o zwyciestwo nad poganami. Przed cudownym obrazem św. Stanisława Kostki w katedrze lubelskiej, modlił sie też w 1651 r. król Jan Kazimierz, przed bitwą z Kozakami i Tatarami pod Beresteczkiem i jego to wstawiennictwu przypisywał niespodziewaną wiktorie.

 

Materiał z portalu internetowego Stowarzyszenia "Wspólnota Polska"
 



Przyjmujemy nowych chłopców i dziewczęta do grona ministrantów. Prosimy o zgłaszanie kandydatów w zakrystii. W najbliższym czasie podany będzie termin spotkania wszystkich ministrantów i kandydatów.


Statystyka strony

Odsłon : 413248